poniedziałek, 15 maja 2017

INGLOT - znalezisko

            Ostatnio przeglądając sypialniane szuflady odkryłam... złoża Inglota! Innymi słowy znalazłam po prostu jedne z pierwszych cieni tej firmy, jakie zakupiłam. Były to cienie, które uratowały moje makijażowe życie razy kilka. 

         W czasach kiedy chodziłam do szkoły charakteryzacji (a było to bardzo dawno temu), kolorowych kosmetyków wcale nie było tak dużo. To znaczy były ale chodzi mi o te kolorowe w dosłownym słowa tego znaczeniu - czerwone, turkusowe, żółte. Jedyną firmą, która takie w swej ofercie posiadała, był Kryolan. Niestety cenowo często był wtedy dla mnie poza zasięgiem.  Trzeba było zatem kombinować na zajęciach z mieszaniem kolorów, żeby były ciekawsze (choć to akurat ma swe zalety). Wielu kolorów jednak po prostu nie dało się stworzyć. Wyobraźcie sobie więc moją radość, gdy spokojnie spacerując po galerii handlowej, natykam się na wyspę Inglota, która już z daleka przywołuje mnie ferią barw. Do tego cena! Okazuje się, że mogę sobie pozwolić na zakup!!! Prawdziwe szaleństwo dla makijażysty! W dodatku to głównie przepiękne maty o cudownej pigmentacji. To było odkrycie!



Do teraz cieni Inglota używam i należą do moich ulubionych. Ale spokojnie. Nie dokładnie tych. Te sobie cichutko odpoczywały w szufladzie. Mają jakieś trzynaście lat. Może więcej. Dziś Inglot to marka znana na całym świecie, mająca w ofercie pełen wachlarz kolorystyczny cieni o rozmaitym wykończeniu, podkładów, pomadek, cudownych eyelinerów i genialny Duraline. Niejednokrotnie jestem zdziwiona, gdy ktoś nie wie, że to nasza rodzima firma, założona w 1983 roku przez Wojciecha Inglota. W tej chwili Inglot posiada 600 sklepów w niemal 80 krajach. Obecny jest podczas większości wydarzeń ze świata mody czy z branży makijażu. Jak powiedział sam James Vincent na The Makeup Day Poland, kojarzony jest na świecie jako marka profesjonalna, kosmetyki bardzo dobrej jakości. 
Cieszę się z sukcesu Inglota i tego, że mogłam w jakimś sensie jego rozwój śledzić. 
P.S.
To nie post sponsorowany. To moje wspomnienia :)


1 komentarz: